Bloog Wirtualna Polska
Są 1 255 084 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zycie po zyciu

 

 

 

 

 

 


 

Chęć ponownego połączenia się z ukochaną osobą, która odebrała nam śmierć, należy do najsilniejszych i najbardziej uporczywych pragnień człowieka .To właśnie ono wywołuje w nas poczucie opuszczenia, a zarazem całą listę pytań i wyrzutów.” Co by było gdyby” że „gdyby nie to” „gdyby tylko” oraz rozpaczliwych pytań i błagań o jeszcze 5 minut, które byśmy mogli dłużej spędzić z naszym bliskim , lub znajomym. Czasami to pragnienie zostaje zaspokojone, dzięki pojawieniu się zmarłego w postaci wizji czy też zjawy, przy czym relacjonujący podobne fakty utrzymują, że wyraźnie różnią się one od snów. Są to chwile przeżyte na jawie, chwile, w czasie których bardzo silnie i jak się wydaje, nieomylnie wyczuwa się obecność zmarłej osoby. Epizod taki jest za zwyczaj bardzo sugestywny, a nawet samo/potwierdzający, gdyż pozostaje po nim głębokie przekonanie, że spotkanie odbyło się naprawdę . W konsekwencji człowiek nabiera przeświadczenia, iż rzeczywiście istnieje życie po śmierci.

Powszechność występowania zjaw znalazła swoje odbicie w językach i kultach ludowych na całym świecie na długo przed początkiem historii spisanej Także i dziś wizjonerskie spotkania ze zmarłymi są zjawiskiem niezwykle powszechnym.

W licznych artykułach  opublikowanych w czasopismach i książkach medycznych i innych źródłach naukowych stwierdza się, iż u znacznej ilości osób pogrążonych w żałobie występują wizje tych, którzy odeszli. Badania naukowe sugerują na przykład że aż 66 procent widzów widuje zjawy zmarłych mężów i żon .Wdowy wybrano jako podmiot powyższych badań z tego prostego powodu, że kobiety przeważnie żyją dłużej od mężczyzn .Wdów jest zatem więcej i łatwiej jest  prowadzić badania naukowe w tej grupie.

 

 

 

Doświadczenia kliniczne wykazują, że widywanie zmarłych jest powszechnie także i w innych grupach osób osieroconych , dzieci rodziców, rodzeństwa oraz przyjaciół. Na przykład aż 75 procent rodziców, którzy utracili potomka, doświadcza jakiegoś rodzaju wizji zmarłego dziecka w ciągu pierwszego roku od jego śmierci. Większości rodziców takie zjawisko przynosi ulgę i w znacznym stopniu zmniejsza  ból wywołany stratą dziecka . Widzenie zjaw jest także powszechne  wśród ludzi, którzy stan bliski śmierci. Opowiadają oni że kiedy wkraczali do królestwa światła spotykali  tam duchy zmarłych krewnych i przyjaciół. Podobne przeżycia często powodują głębokie przemiany u tych osób, wywierając na nich pozytywny  wpływ na ich dalsze życie .

Gdyby można było odtworzyć przeżycia ze stanu bliskiego śmierci i wywołać je u ludzi cieszących się  dobrym zdrowiem, wydaje się możliwe, iż to silne odczuwalne skutki można by wykorzystać w terapii łagodzenia żałoby. O tym jak bardzo ta idea przemawia do ludzi, świadczy sukces filmu Linia życia , w którym  studenci medycyny wzajemnie wywołują u siebie zatrzymanie akcji serca po to by, doświadczyć przeżyć ze stanu bliskiego śmierci . Pamiętam jak praktykowałam coś takiego  razem z siostrami będąc młodym niedoświadczonym dzieckiem , nie zdającym sobie sprawy z zagrożenia jakie mogło nas spotkać. Robiłyśmy 10 przysiadów i 10 głębokich oddechów a następnie zatrzymywałyśmy powietrze w płucach , a druga osoba chwytała mnie w połowie przepony i zaciskała mocno w uścisku, do czasu aż moje ciało obsuwało się  bezwładnie na podłogę . Podczas takiego snu miałyśmy wizje , które to później po obudzeniu się ,opowiadałyśmy sobie wzajemnie . Dziś już nie pamiętam kto nas tego nauczył, lub gdzie to podpatrzyłyśmy. Taka metoda dostarczania formacji z tamtego świata. Dziś wiem że choć, nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien próbować takiego wyczynu. My z racji wieku nie zdawałyśmy z tego sprawy. Nasi rodzice często robili w domu różne seanse spirytystyczne , być może wyssałyśmy wiedzę  z mlekiem matki , ale zostawmy ten temat i wracając do książki „Odwiedziny z zaświatów ”Dr.Raymonda Moody. Autor ksiązki „Życie po życiu” , oraz „Refleksje życia po życiu” w których relacjonuje dalszy ciąg doznań ludzi stojących na progu śmierci. Pisze dalej , choć widzenie zmarłych , przyjaciół lub krewnych stanowiło tylko jeden z elementów większej całości, miałem wrażenie że umożliwiając tego typu wizje, mógłbym się dowiedzieć o wszystkich przeżyciach ze staniu bliskiego śmierci.


 

Pamiętam jak praktykowałam coś takiego  razem z siostrami będąc młodym niedoświadczonym dzieckiem , nie zdającym sobie sprawy z zagrożenia jakie mogło nas spotkać. Robiłyśmy 10 przysiadów i 10 głębokich oddechów a następnie zatrzymywałyśmy powietrze w płucach , a druga osoba chwytała mnie w połowie przepony i zaciskała mocno w uścisku, do czasu aż moje ciało obsuwało się  bezwładnie na podłogę . Podczas takiego snu miałyśmy wizje , które to później po obudzeniu się ,opowiadałyśmy sobie wzajemnie . Dziś już nie pamiętam kto nas tego nauczył, lub gdzie to podpatrzyłyśmy.Powiem tylko że nasi rodzice bardzo często zbierali sie w gronie rodzinnym i wywoływali duchy zmarłych czyli robili medium. My przyglądałyśmy się z ukrycia, a czasem uczestniczyłyśmy jako widzowie w seansie. Najgorszym dla nas przeżyciem było to, kiedy ojciec pytał o sprawy szkolne, co się dzieje w szkole ? lub ile ocen niedostatecznych jest w dzienniku? Duchy zawsze opowiadały prawdę . Taka metoda dostarczania nam wiele informacji z tamtego świata. Dziś wiem że choć, nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien próbować takiego wyczynu. My z racji wieku nie zdawałyśmy z tego sprawy. Nasi rodzice często robili w domu różne seanse spirytystyczne , być może wyssałyśmy wiedzę  z mlekiem matki , ale zostawmy ten temat i wracając do książki „Odwiedziny z zaświatów ”Dr.Raymonda Moody. Autor ksiązki „Życie po życiu” , oraz „Refleksje życia po życiu” w których relacjonuje dalszy ciąg doznań ludzi stojących na progu śmierci. Pisze dalej , choć widzenie zmarłych , przyjaciół lub krewnych stanowiło tylko jeden z elementów większej całości, miałem wrażenie że umożliwiając tego typu wizje, mógłbym się dowiedzieć o wszystkich przeżyciach ze staniu bliskiego śmierci. Nie miałem jednak  pojęcia jak to zrobić. Doktor pisze:” Kilkanaście razy od śmierci matki i ojca słyszałem ich głosy, wypowiadające normalnym tonem moje imię. Często zwracali się do mnie, kiedy jeszcze mieszkaliśmy razem. Wciąż jeszcze za nimi tęsknię  i zapewne dla tego wcale nie wydaje mi się to dziwne, że mój umysł czasami wywołuje klarowne brzmienia ich głosów. Choć zmarła osoba  przestanie istnieć w sensie fizycznym, jej duch nadal zajmuje znaczącą  ważna cześć naszego umysłu. Ja widziałam po śmierci mojego syna , jego samego , ktory przyszedł i mnie odwiedził dając mi swoj plecak w ktorym miał ukryte pieniądze w szelce plecaka, odwiedził mnie tak jak z azycia i podał mi swoj plecak mówiąć te słowa- Mamo wpadłem na krótko , bo moj czas jest ograniczony , mam coś dla Ciebie i podał mi swój plecak a po chwili odszdł. Kiedy się ocknęłam poszłm po jego plecak do kmórki i zaczełam jeszcze raz dokładnie go sprawdzać i wlasnie wtedy znalazłam tam ukryte pieniądze , które syn tam ukrył przed smiercią Wiem że on mnie odwiedził, bo widziałam go dokładnie tak jak by żył.Moja siostra też widziała dziadka który ja odwiedził po śmierci a moja mama widziałą koleżankę babci która przyszła do niej w snie już po smierci i zawiadomiła ja o tym że jest jej zimno i że marznie w nogi. Kiedy moja mama opowiedziała swój sen baci , ta potwierdziła że jej koleżankę pochowano bez butów i dla tego po śmierci upomonała się o swoje buty.   Być może do nawiązania z nimi kontaktu jest nam potrzebny jedynie sposób dotarcia do naszej podświadomości. Pomyślałem że wpatrywanie się w zwierciadło może być takim sposobem.


 

Czy wpatrywanie się w zwierciadło pozwala na widzenie duchów w  warunkach laboratoryjnych ?

 


 Jak już wspomniałem, miliony ludzi mówią o tym że kontaktowały się ze zmarłymi w spontaniczny sposób, bez przygotowań  i starań z ich strony. Te widzenia  po prostu następowały same z siebie , a  doświadczające  ich osoby, nie musiały wprowadzać się w jakiś szczegółowy nastrój. Ze względu na spontaniczną naturę tego zjawiska badanie widzenia zjaw polega przede wszystkim na analizowaniu opowieści, historii przekazywanych przez ludzi, którzy widzieli duchy i zgłaszają się z własnej woli ujawniając badaczom szczegóły swojego przeżycia.

Wizje 


Pewna czterdziestoletnia kobieta przyszła do psychomanteum , aby zobaczyć się ze swoim mężem, który zmarł przed dwoma laty. Przygotowaliśmy się do tego spotkania  przez cały dzień, rozmawiając o ich związku. Wieczorem weszła do izby zjaw. Po godzinie wyszła rozczarowana, mówiąc, że nie widziała się z małżonkiem, tylko widziała jakieś niewyraźne zarysy kogoś chyba  mężczyzny. Nie doszło do żadnej, a obraz zniknął bardzo szybko tej historii interesujące jest jednakże nie  to, co przydarzyło się uczestniczce w izbie zjaw. Podobnie jak kilka innych osób, miała wizję „na wynos „  ukazującą się na później. A oto jej opowieść : Kiedy tam byłam myślałam że coś widzę z prawej strony w zwierciadle. Spojrzałam w lustro i starałam się skoncentrować, ale obraz zniknął. Potem zaczęłam się wpatrywać ponownie i zobaczyłam coś , co wyglądało jak tamta postać koło mojego prawego ramienia . Kiedy się odwróciłam, żeby sprawdzić, znów to znikło. Przypominało jakąś osobę, ale nie umiem powiedzieć , kto to mógł być. A potem zobaczyłam inny obraz. Wiem ż eto był mój mąż , jednak on był mi nieznanym osobnikiem. Właśnie w pierwszej chwili pomyślałam , że to  pan przyszedł mnie sprawdzić, co zemną się dzieje. Ten mężczyzna był w lustrze i za razem na zewnątrz lustra . Wyłonił się i dla tego spojrzałam za siebie w prawo. To nie przypominało mi odbicia. Była to autentyczna postać wychodząca z lustra, a kiedy ponownie się obejrzałam, ten ktoś zniknął. Wtedy zrezygnowałam. Zeszłam na dół i czułam się naprawdę rozczarowana, bo pomyślałam sobie , że nic z tego dzisiaj nie będzie. Następnie poszłam do domu. Już pierwszej nocy miałam nie jasne uczucie, że ktoś jest w pobliżu mnie. Kładłam się do lóżka i wydawało mi się , że ktoś jest w pokoju. Obudziłam się i nadal czułam, że ktoś zemną jest ale nie potrafiłam stwierdzić kto to jest. Drugiej nocy obudziłam się pod wrażeniem , że w pokoju jest obecny mój ojciec . Mogę powiedzieć tyle że próbował powiedzieć cos do mnie , ale nie rozumiałam, co to miało być. Byłam tak rozbudzona że nie potrafiłam zasnąć. Następnej nocy znowu to samo. To była już trzecia noc kiedy zasypiałam i budziłam się z uczuciem że ktoś jest w moim pokoju . Tym razem obudziłam się i poczułam zapach wody po goleniu jakiej używał mój ojciec. Znów byłam rozbudzona i wiem że to mi się nie śniło, popatrzyłam a mój ojciec stał przy drzwiach sypialni. Leżałam w łóżku , wstałam i podeszłam do niego, zatrzymałam się od niego o jakieś 4 kroki .Wyglądał identycznie jak mój tata, ale robił wrażenie człowieka schorowanego tak jak tatuś był przed śmiercią. Widziałam całą jego sylwetkę: była pełniejsza niż wtedy, kiedy umarł. Jednak wyglądał tak jakby wszystko było cudownie. Nie słyszałam jego głosu , ale rozumiałam co mówił do mnie. Nie chciał abym się martwiła. Wyraźnie odnosiłam wrażenie, że mówi mi ze wszystko jest w porządku. Byłam bardzo przygnębiona gdyż mój tata umarł w samotności. Nie było przy nim nikogo kiedy umierał i z tym wiązało się wiele innych problemów , takich jak pytanie czy miał dość tlenu żeby przetrzymać noc. Bardzo mnie to gnębiło ponieważ jestem jego jedynym dzieckiem, a mama i tata żyli w separacji.  Ale widząc go tej nocy nabrałam przekonania , że wszystko było w porządku jakby mówił mi że nie muszę się o niego martwić ,że wszystko jest z nim w porządku. Po prostu znałam jego myśli a on znał moje .  A potem zwyczajnie odszedł. Przez długi czas nie mogłam zasnąć. Wydawało mi się że on naprawdę był u mnie i nie chciałam stracić tego uczucia. Kobieta była troszkę rozczarowana , bo czekała na spotkanie z mężem a przyszedł do niej jej ojciec. Teraz zdaję sobie sprawę , że być może wpatrywanie się w zwierciadło nie pozwala nam na dokonanie wyboru . To tak jakbym miała przed oczami wielką patelnię, zrobiła w niej  mały otwór i oświadczyła:” Chce zobaczyć męża „ A teraz przez ten otwór  wchodzi każdy, ten kto chce do mnie  przyjść . Od czasu doświadczenia wpatrywania się w zwierciadło ta kobieta odzyskała swój spokój , jeżeli chodzi o ojca. Powiedziała- Nie czuję się już winna i niespokojna , kiedy myślę o jego odejściu i śmierci -Teraz myśli o nim są miłe dodała.  -Czuję się z nim naprawdę związana . Podobne przeżycie , przypominające inkubację snów, okazało się dość typowe dla osób, które odwiedziły psychomanteum. Zdarza się zawłaszcza tym, którzy nie przeżyli  mało bądź ważne spotkania w izbie , a powracając do domu napotkali tam inne mało ważne  osoby.


Kolejna "wizja na wynos"



Przydarzyła się pod szezdziesiątkę , który przed 6 laty w tragicznych okolicznościach utracił swoja córkę. Przyszedł do gabinetu, ponieważ nie mógł się pogodzic z jej smiercią . Nie zobaczył córki swej w izbie duchów i zjaw Jednakże dwa dni pozniej zadzwonił i opowiedział o fantascynującym  spotkaniu z córką , które przeżył nastepnego wieczora.Położyłem się spac około 11tej trzydziesci, tuż po wieczornych wiadomościach, i zasnąłem niemal natychmiast po przyłożeniu głowy do poduszki , następnie co pamiętam. Przy łóżu stała "Jane"

To że obudziłem się i usiadłem wyprostowany na łóżku Miałem wrażenie takie samo jak wówczas, kiedy „Jane” wracała ze szkoły do domu i wchodziła do naszego pokoju, zupełnie tak, jakby wróciła późno z zajęć i wpadła do pokoju by powiedzieć „Część”

Wyglądała cudownie, promieniała, była ślicznie oświecona. Szczęśliwa i ożywiona . Mówiła mi: -Musisz się uspokoić. Uspokój się na chwilkę . Nie słyszałem jej głosu, żadnego dzwięku. Ale kierowała te myśli do mnie , ale były one tak silne , że czułem, jak to były moje własne myśli . Przez zasłony  przenikało światło z ulicy i widziałem ją bardzo dobrze i muszę powiedzieć , że byłem całkiem rozbudzony przez ten cały czas , ja nie należę do tych, co to wymyślają niestworzone historie dla tego z całą  świadomością  mówię jak było i co czułem i co widziałem. To była moja córka. Mówiła mi , że wszystko jest w porządku i że czuje się doskonale. Przyszło mi do głowy , a może to ona mi powiedziała , że śmierć nie jest wcale czymś takim, jak myślałem. Była szczęśliwa i roześmiana. Powtarzała bądź spokojny. – Nie mogę tu długo zostać, ale nie ma powodu do zmartwienia. Jest mi doskonale. I to wszystko mi powiedziała – Dowiedzenia - i znikła” Według zegara całe to przeżycie trwało około 4 minuty, a kiedy dziewczyna uniknęła, zrobiła to tak błyskawicznie , jakby ktoś przekręcił  wyłącznik .

Mężczyzna jest przekonany że to co widział , nie było to zjawą ., że naprawdę  była to jego córka. W rezultacie tego spotkania , ból po jej stracie w znacznym stopniu złagodniał. – To nie był sen , lecz takie przeżycie , jak  spotkanie każdego innego człowieka - powiedział – Nie wątpię , że pewnego dnia znów się z nią spotkam. 

 

Duchy przywiązane do miejsca w którym żyły


Dzięki wywoływaniu zjaw psychomentalnych być może będziemy w stanie wyjaśnić takie postępowanie ”przywiązanych do miejsca”.Są to duchy zjawy, które nawiedzają określone miejsce. Czasami pojawiają się tam przez wieki, zwłaszcza jeżeli okolica jest spokojna i nie dochodzi w niej do większych zmian . Najsłynniejsze miejsca nawiedzone przez duchy są to stare zamki , katedry kościoły oraz odludne terytoria . Takie zjawy duchy są często ofiarami morderstw , lub innej nagłej śmierci.3 października 1963 roku pani Coleen Buterbaugh, sekretarka Sama Dahla, dziekana uniwersytetu Wesleya w Licoln , a stanie Nebraska , została poproszona przez dziekana o zaniesienie pewnej wiadomości do gabinetu w pewnym pobliskim budynku „C.C.” obok White Bulilding. Okl8.50 rano. Pni Buterbaugh weszła do tego budynku szybkim krokiem przemierzyła długi korytarz, słysząc dochodzące obok z pomieszczeń  głosy studentów zasiadujących do ćwiczeń na różnych instrumentach, a zwłaszcza na marimbie. Wchodząc  do pierwszego z pomieszczeń biurowych, po kilku krokach stanęła jak wryta pod wpływem bardzo intensywnego odoru- zatęchłego, wręcz nie do zniesienia . Uniosła oczy i zobaczyła postać czarnowłosej kobiety w bluzce koszulowej sięgającej do kostek spódnicy, unoszącej prawą rękę ku górnym pólkom po prawej stronie regału z nitami . Przytaczamy relacje która opowiedziała nam pani Buterbaugh: „ Kiedy weszłam do pokoju, wszystko było zupełnie normalne. Po jakichś czterech krokach nagle poczułam bardzo silny odór. Mówię o bardzo silnym odorze , mając na myśli coś takiego co po prostu osadza na miejscu i niemal dusi . Patrzyłam na podłogę, tak jak się to często robi idąc przed siebie, ale gdy tylko ten smród mnie zatrzymał , poczułam że w pokoju ktoś jest.

W tym samym momencie uświadomiłam sobie że nie słyszę dochodzącego z korytarza hałsu. Panowała martwa cisza. Uniosłam oczy i coś przyciągnęło mój wizerunek w stronę regału przy ścianie w sąsiednim pokoju. Popatrzyłam tam zobaczyłam ją. Stała tyłem do mnie, sięgając prawą ręką ku jednej z półek, przy czym wyglądała tak  jakby zamarła w bezruchu. Absolutnie nie zdawała sobie sprawy z mojej obecności. Przez cały czas kiedy na nią patrzyłam, nie poruszała się. Nie była przezroczysta , ale widziałam że nie była ona realną osobą. Kiedy tak na nią patrzyłam , nagle znikła- nie tak fragmentami , po kolei, tylko całe jej ciało naraz. Aż do momentu jej zniknięcia nie czułam niczyjej innej obecności w tym gabinecie, ale gdy tylko zaczęła znikać, odniosłam wrażenie, że nie jestem sama. Na lewo ode/mnie stało biurko i wydawało mi się że  siedział  przy nim mężczyzna. Odwróciłam się w jego stronę , ale nie zobaczyłam nikogo, choć nadal wyczuwałam jego obecność. Nie mam pojęcia, kiedy to uczucie, że jest obecny znikło, ponieważ spojrzałam w okno za jego biurkiem i tak się przestraszyłam, że  też wybiegłam. Kiedy spojrzałam za tamte okno, nie zobaczyłam nikogo współczesnego. Ulicy, która znajduje się niedaleko stąd, w ogóle  nie było ani nowego gmachu wtedy zdałam sobie sprawę że ci ludzie nie z mojej epoki, że cofnęłam się w ich czasy. O co chodzi z tymi „ przywiązani do miejsca” Dlaczego te same duchy są widziane przez wielu innych różnych ludzi, nawet takich, którzy nie znają ich historii danego miejsca, ani nie wiedzą że to jest ono” nie widziane” Stosowanie metod wizji wywołanych umożliwia poddanie tych spraw badaniom i uzyskanie odpowiedzi, które od dawna wymykały się naukowcom.

 

Dwa duchy


Malownicze ruiny zamku w Olsztynie koło Częstochowy to jedno z wyjątkowych miejsc w Polsce, gdzie w księżycową noc można równocześnie spotkać dwa różne duchy!

O pierwszym z nich pięknie napisał hrabia Aleksander Fredro. Drugi duch został sportretowany przez mistrza Jana Matejkę. Każdej z tych zjaw można się dziś poważnie wystraszyć. Obie związane są z niezwykłymi historiami sprzed wielu, wielu lat.

W 1587 roku zamek, w tamtym czasie bardzo potężna królewska warownia, był oblegany przez wojska arcyksięcia Maksymiliana - poważnego pretendenta do tronu w Polsce. Austriacy mimo wielu prób nie byli w stanie pokonać polskiej obrony. W desperacji postanowili uciec się do ryzykownego, ale jak się wydawało, skutecznego wybiegu.

 

Dramat ojca


W pobliskim dworze w Karlinie austriacki patrol pojmał małego syna komendanta obrony zamku Kacpra Karlińskiego. Niedługo później specjalny parlamentariusz zawiózł do zamku ultimatum - albo dowódca podda zamek, wtedy jego syn ocaleje, a obrońcy zostaną puszczeni wolno - albo, w razie uporczywie przedłużającego się oporu, dziecko zginie, a zamek i tak prędzej lub później zostanie zdobyty, zaś jego obrońcy wymordowani.

Ku wielkiemu zaskoczeniu arcyksięcia Maksymiliana parlamentariusze zostali odesłani z kwitkiem! Kacper Karliński okazał się nieprzejednany i zdecydowanie odmówił poddania zamku.

Po namyśle Austriacy zdecydowali się na ostateczne rozwiązanie. Po krótkich przygotowaniach ruszyli do frontalnego ataku. Na czele, przed pierwszą linią, szedł żołnierz z dzieckiem komendanta. Widząc to polscy obrońcy zamarli. Nikt nie śmiał pierwszy oddać strzału do wroga, bojąc się ranić lub zabić maleństwo. Strzał jednak padł - pierwszy wypalił sam Kacper Karliński! Wolał stracić jedynego potomka, niż zawieść króla i poddać zamek.

 

Głośny płacz dziecka


Atak wojsk Maksymiliana ostatecznie odparto i Austriacy zrezygnowali z oblężenia. Wśród ofiar na pobojowisku pod murami Olsztyna znaleziono po bitwie martwe dziecko komendantaÉ Ta historia zainspirowała później hrabiego Aleksandra Fredrę. A do dziś po zamku snuje się duch maleństwa, czasami słychać też jego głośny płacz.

Zdradził króla

Drugi duch to pokutująca dusza wojewody poznańskiego Maćka Borkowica. We wrześniu 1352 roku, obrażony na króla Kazimierza Wielkiego, zawiązał w Poznaniu konfederację przeciwko koronie. Po krótkich walkach, by ratować życie, Borkowic musiał uciekać z kraju.

Wrócił w 1356 roku, a dwa lata później przeprosił za grzechy i złożył przysięgę na wierność królowi. Warto pamiętać, że pierwszy raz w rocie przysięgi zostało wtedy użyte sformułowanie "Rzeczpospolita". Niestety, Borkowic nadal zdradzał króla. Pojmany przez wojska Kazimierza Wielkiego został osądzony i za podwójną zdradę skazany na okrutną śmierć głodową! Na miejsce wykonania wyroku wybrano właśnie zamek w Olsztynie.

Borkowic skonał w lutym 1360 roku w podziemiach największej wieży olsztyńskiego zamku. Wejście skazańca do lochu uwiecznił na swoim obrazie - ku przestrodze innych - mistrz Jan Matejko. Duch zdrajcy do dziś błąka się po ruinach warowni.


http://www.se.pl/wydarzenia/kronika-kryminalna.

 

Jeszcze niedawno Waldemar Niezgoda (58 l.) z Karczmisk (Lubelskie) uśmiechał się z politowaniem, słysząc opowieści o życiu po śmierci i głosach zza grobu. Do czasu, gdy kilka dni temu przyśnił mu się dawno niewidziany kuzyn Roman Mokijewski (†58 l.) i poprosił go, żeby pomógł mu opuścić ten świat, w którym od dłuższego czasu jest już tylko jego dusza.

 



 

 

Proszę, przyjdź do mnie, bardzo cię potrzebuję

Panu Waldemarowi wciąż w uszach brzmią słowa mężczyzny, którego zmumifikowane ciało znalazł tam, gdzie zmarły kazał mu przyjść. Najprawdopodobniej Roman Mokijewski nie żył już od ponad roku. Leżał w łóżku w starym domu na przedmieściach Karczmisk. Nikt go nie szukał, ponieważ mężczyzna nie założył rodziny i często zmieniał miejsca zamieszkania. Dla pana Waldemara, racjonalisty traktującego świat bardzo serio, to wielki szok. - Wciąż nie dociera do mnie to, co się stało - mówi przejęty. Od kilku dni jemu i całej rodzinie zaczął śnić się kuzyn Roman. Początkowo nie widzieli w tym nic dziwnego, kiedy zajeżdżał do Karczmisk, był częstym gościem w ich domu, a pan Waldemar często mu pomagał. Ale sny stawały się coraz dziwniejsze. W końcu zdecydował się spełnić senną prośbę . Zadbam o to, aby miał godny pogrzeb - zapewnia.

 

 


Powiesił się bo mama wołała go zza grobu.

Serce się kraje, słuchając wstrząsającej historii tego wrażliwego chłopca. Sylwek Przech ( 18 l.) z Zakrzówka (woj. lubelskie) tak bardzo kochał swoją mamę Annę ( 39 l.), że kiedy zmarła na raka, pogrążył się w smutku, którego nic nie było w stanie ukoić.

 

http://www.se.pl/wydarzenia/kronika-kryminalna.

 

O ukochanej matce tęsknie śnił, widział ją też na jawie. - Kiedy poprosiła go, żeby do niej przyszedł, posłuchał jej - płacze Marian Ryba (65 l.), dziadek chłopca. Jego wnuk Sylwek powiesił się kilkadziesiąt metrów od rodzinnego domu.

Kiedy rok temu pani Anna dowiedziała się, że ma nowotwór, najstarszy syn Sylwek był pierwszą osobą, której przekazała tę straszną wiadomość.

- Mamo, ty nie możesz umrzeć! - przekonywał ją chłopak. Starał się nie płakać. Nie chciał, aby patrząc na synowskie łzy, jego ukochana mama cierpiała jeszcze bardziej.

Śmierć Anny była ciosem, po którym nie był w stanie się podnieść. Nie mógł uwierzyć, że najważniejsza w jego życiu osoba odchodzi. Byli z mamą nierozłączni - dzielili ze sobą smutki i radości, a Sylwek - jako najstarszy z dziesięciorga rodzeństwa - był jej prawą ręką.

Dziewięć miesięcy temu pani Anna umarła na rękach Sylwka. Po śmierci mamy coś pękło w chłopcu. Niby był taki jak dawniej, grzeczny, miły i uczynny. Głośno mówił o swoich planach, chciał zrobić prawo jazdy, kupić auto, znaleźć pracę.

Jednocześnie opowiadał dziadkowi, że widzi mamę w snach i na jawie.

- Mama mówi, że niedługo się zobaczymy. Woła mnie: "Chodź, synku, chodź do mnie!" - zdradził dziadkowi Sylwek.

Mówił to tak, jakby był pewien, że już niedługo się spotkają.

Kiedy po południu Sylwek nagle zniknął bez wieści, Marian Ryba nawet nie pomyślał o tym zdumiewającym wyznaniu wnuka. Kilka dni później sąsiad znalazł Sylwka martwego. Powiesił się na drzewie, na pasku od spodni.

Dziadek Sylwka nie może się z tym pogodzić. Przecież jego córka za nic w świecie nie chciałaby krzywdy swojego dziecka.

- Gdyby jakimś cudem ożyła, drugi raz by umarła - mówi zdruzgotany mężczyzna. Na miejscu tragedii, gdzie przychodzi zapalić znicze, milczy dłuższą chwilę.

- Żeby tylko nie błądził w zaświatach - mówi w końcu. - Niech już trafi bez przeszkód do Ani.

 

 

 

 

 

 

 


oceń
0
0

Licznik odwiedzin:  236 441  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O moim bloogu

Czarownica z łysej góry To Jest blog dla wszystkich Na blogu znajdziesz wszystko to co związane jest z czarami mają wróżbami zaklęciami zapraszam serdecznie i Pozdrawiam wirtualne czarownice.